×
Sztuka pełnego zanurzenia

Sztuka pełnego zanurzenia

Spokój.

Nie.

Absolutny spokój.

Dwa słowa najlepiej określające, jak czuje się człowiek lewitując. Prawie lewitując,  bo nie unosi się w powietrzu, a na wodzie podobnej do tej, którą nazywamy Morzem Martwym. Swoją drogą dziwna nazwa, jak na wodę, dzięki której można poczuć się bardziej żywym, niż kiedykolwiek.

 

Mój pierwszy floating zapamiętam do końca życia. To dziwne i jednocześnie przebudzające doświadczenie, gdy twoje ciało totalnie stapia się z wodą, ale nie tonie. Dryfuje. Lewituje. Odpływa. Nie czujesz ani ciepła, ani zimna. Nie widzisz. Nie słyszysz. Nie czujesz zupełnie swojego ciała, ale jedno wiesz na pewno: wiesz, że jesteś. Dokładnie tu i teraz. Dokładnie w tym momencie.

Jest to również niezwykłe odczuwanie czasu, ponieważ mózg pozbawiony bodźców i punktu odniesienia nie jest w stanie ocenić jego upływu. W wodzie spędzam godzinę sama na sam ze sobą, jednak nie jestem w stanie ocenić czy jest to długo, czy krótko. Doświadczenie bycia w danym momencie, pozbawia czas jakiegokolwiek znaczenia. Po za tym, że jest.

To właśnie jest pełne zanurzenie. Pełna koncentracja. Stan, w którym nie interesuje cię to, co było ani to, co będzie. Po prostu jesteś. Brzmi prosto, jednak proste nie jest. Nasz mózg jest przeładowany informacjami i bodźcami, które docierają do nas z każdej strony zabiegając o naszą uwagę. Nie mamy magicznego guzika, który pozwoliłby nam to wszystko wyłączyć, dlatego niezbędne jest rozwijanie umiejętności świadomej koncentracji.

Ćwiczenie z kropką

Wiele lat temu, kiedy uczyłam się szybkiego czytania, poznałam zabawne ćwiczenie, które jak się później okazało jest również niezwykle skuteczne. Polega na wpatrywaniu się przez minutę w czarną kropkę narysowaną na białej kartce papieru formatu A4. Trudność polega na tym, że wpatrując się w kropkę, nie wolno myśleć o niczym innym, niż ona. Z pozoru to ćwiczenie wydaje się banalne, jednak ja oblałam po 10 sekundach. Tylko tyle czasu potrafiłam skupić się na kropce, zanim moje myśli popłynęły w stronę wieczornej kolacji, stresującej sytuacji w pracy i zadań, które czekają na mnie w domu. Przeszłość i przyszłość zaczęły walczyć o moją uwagę nie pozwalając mi się skupić na jedynym momencie, który był naprawdę – tu i teraz. Im więcej ćwiczyłam z kropką, tym dłużej potrafiłam skupiać na niej uwagę. Najpierw myślałam o kropce, a potem już nie myślałam o niczym. Udało mi się oczyścić umysł i osiągnąć wewnętrzny spokój, przypominający taflę jeziora w bezwietrzny dzień. Gdy osiągałam taki stan, mogłam spróbować świadomie pokierować swoją uwagą. Wykorzystać ją do wykonywania codziennych zadań, budowania relacji z drugą osobą, koncentrując się na niej w 100% lub po prostu się zrelaksować.

Podstawą koncentracji jest czysty umysł

Czy nie tego właśnie nam potrzeba, w szalonym, przeładowanym bodźcami świecie? Dlaczego, więc tak trudno osiągnąć ten stan?

Jednym z najczęstszych powodów jest bałagan w głowie, a dokładniej myślowe wysypisko śmieci. Nasze skupienie na zadaniu lub relacjach z innymi zakłócają obawy, że o czymś zapomnimy, coś zawalimy, nie zdążmy wykonać na czas. Martwimy się tym, co pomyślą o nas inni (choć skąd założenie, że w ogóle o nas myślą?). Kręcimy filmy, odtwarzamy sceny z przeszłości, tworzymy alternatywne scenariusze. Jest to jeden wielki bełkot. Nieustanny szum w głowie. Podczas, gdy jedyne czego potrzebujesz to ciszy.

Niech papier się martwi za ciebie

Zanim zajmiesz się kolejnym zadaniem wyrzuć z głowy wszystkie zalegające w nim, zbędne sprawy, wszystkie niepokojące, niepotrzebne myśli. Zapisz na kartce to, co powinieneś robić teraz i to, czym „powinieneś się” martwić. Niech papier się martwi za ciebie. Zapisując wszystkie otwarte sprawy, twój umysł zyska pewność, że o nich nie zapomnisz i uzna, że nie trzeba ci o nich ciągle przypominać. Symbolicznie postawisz grubą kreskę pomiędzy tym, co tu i teraz, a tym co, było lub będzie. Gdy oczyścisz umysł i uspokoisz emocje pojawi się swego rodzaju przejście do równoległej rzeczywistości, która dzieje się tylko w twojej głowie. Świat zewnętrzny, z całym swoim zgiełkiem i hałasem, wyda ci się odległy, jak słońce w głębinach. Aby osiągnąć ten stan nie musisz zaszywać się na odludziu ani godzinami medytować. Pełne skupienie jest możliwe nawet w open spece w tętniącej deadlinami korporacji. Jedyne, co musisz zrobić, to uświadomić sobie, że koncentracja nie jest o tym, co na zewnątrz, tylko o tym, co jest w tobie.

Tym, co uniemożliwia całkowite skupienie się na zadaniu są wszelkiego rodzaju „rozpraszacze”: media społecznościowe (Facebook, Twitter), maile, komunikatory, powiadomienia. Wszystko, co dźwiękiem, wibracją albo innym sygnałem odciąga cię od tego, czym akurat się zajmujesz. Pewnie wydaje ci się, że to nic takiego. Ty tylko zerkniesz, odpiszesz, sprawdzisz, przecież ciekawość nie pozwoli ci się skupić. Racja! Nawet mi ciężko się oprzeć, dlatego wolę nie wystawiać się na pokusy, niż z nimi walczyć! Kiedy siadasz do zadania, wyłącz oraz wycisz wszystko, co wydaje z siebie jakiekolwiek dźwięki. Na początku może to być trudne, ale nie zniechęcaj się. Wyobraź sobie, że wchodzisz do wody i zanurzasz się w niej po czubek głowy.

Po prostu zanurz palec!

Pełna koncentracja nie jest stanem, który musi się pojawić, abyś mógł zaangażować się w zadanie. To stan, który możesz świadomie wywołać. Nie jest jak pstryknięcie palcami, nie pojawia się w sekundę, przypomina raczej zanurzanie się w wodzie. Przypomnij sobie ten moment, kiedy po raz pierwszy w roku chcesz wykąpać się w morzu. Nie wiem jak ty, ale ja zawsze zanurzam najpierw duży palec u stopy i sprawdzam, czy istnieje ryzyko, że doznam szoku termicznego. Czekam chwilę, aż oswoję się z zimniejszą o kilkanaście stopni wodą i robię kolejne podejście zanurzając się stopniowo od stopy po kostkę. Po chwili przyzwyczajam się i wchodzę dalej i głębiej. Zanim zanurzę głowę, przestaję myśleć o zimnie, a zaczynam cieszyć się tą przyjemnie zimno-mokrą chwilą. Identycznie jest z koncentracją. Zanurzając się w zadaniu skup się na początek tylko na jednym, małym fragmencie. Nie myśl o ogromie pracy, która cię czeka w związku z nim, o złożoności tematu, o terminach i potencjalnych problemach. Skup się na pierwszym kroku. Gdy zaczynałam pisać ten artykuł nie byłam jeszcze w pełni skupiona, nie miałam też tzw. weny. Zrobiłam, więc to, co robię zawsze zabierając się do pracy. Skupiłam się na pierwszym zdaniu. Nie na tym, by było idealne tylko, żeby w ogóle było. Jego największą rolą było rozpoczęcie procesu zanurzania. Prawie 7000 znaków później jestem już na 100% w zadaniu. W między czasie przyszła wena. Zawsze przychodzi, do tych, którzy zdecydują się zacząć.

Czego o efektywności osobistej nauczy cię Bonsai?

Czego o efektywności osobistej nauczy cię Bonsai?

Jeśli weźniemy nasionko dębu i zasadzimy je w ziemi, niczym nieograniczone osiągnie okazałe rozmiary, średnio 50 metrów wysokości i 2 metry w obwodzie. Będzie się rozwijać, dojrzewać i będzie świadkiem historii przez następne sto, pięćset, a nawet tysiąc lat. Jeśli jednak weźniemy takie samo ziarenko i zasadzimy je w doniczce wielkości pudełka po lodach, osiągnie ono średnio 30 cm wzrostu. Jednak pomimo tego, że będzie ponad 1600 razy mniejsze od dębu zasadzonego w ziemii, zachowa wszystkie atrybuty prawdziwego drzewa. Fascynujące prawda?

Taką miniaturkę nazywamy Bonsai.

Sztuka miniaturyzacji drzew przyszła do nas z dalekiego wschodu, gdzie zrodziła się trochę na skutek buddyzmu, trochę mody na bandażowanie stóp, a najbardziej na skutek lenistwa. Jak głosi legenda, przytaczana w podręcznikach dla początkujących bonsaistów, Budda miał w zwyczaju przemawiać pod wysokimi drzewami, więc po jego śmierci miejsca te stały się celem pielgrzymek. Chińskim arystokratom nie chciało się zbytnio podróżować, a dla chińskich dam dworu, przez zniekształcone bandażowaniem stopy, było to wręcz bolesne, więc wpadli na pomysł, że stworzą sobie takie „święte drzewka” w miniaturze. Osobiście znajduję w sztuce bonsai nie tylko piękno i nieustanną lekcję cierpliwości, ale również wiele analogii do naszego życia i rozwoju. Dziś podzielę się tymi, które dotyczą efektywności osobistej.

To nie gatunek drzewa decyduje o tym jak duże urośnie, ale środowisko w którym się rozwija.

Podstawą miniaturyzacji jest ograniczenie warunków do rozwoju. Im mniejsza doniczka, tym mniejsze drzewko. Tak samo jest z nami. Nigdy nie urośniemy więksi, niż pudełko, w którym żyjemy. Pudełko symbolizuje nasze ograniczenia myślowe: brak świadomości, wiedzy, zwątpienie, strach. Możemy poszerzać swoje horyzonty tylko poprzez systematyczny rozwój. Nigdy nie ulegaj grzechowi pychy sądząc, że wiesz już wszystko i wszystkiego spróbowałeś. Za to codziennie przyglądaj się temu, jaki pożytek robisz z czasu, który ci dano. Gdy rozmawiam z ludźmi o różnicy między tym, co w życiu ważne, a tym, co pilne i wspominam o Macierzy Eisenhowera często spotykam się z komentarzem: ja już to przecież wiem, wszyscy znają tę macierz. Zawsze wtedy pytam ok znasz, ale czy ją rozumiesz? Czy naprawdę rozumiesz, jak bardzo twoje życie zależy od tego, czy stosujesz ją każdego dnia? A jeśli rozumiesz, to czy dziś, teraz, dokładnie w tym momencie robisz właśnie to, co jest dla ciebie ważne, nawet jeśli nie jest pilne? Jeśli nie, to nic ci z tej wiedzy nie przyszło. Każdy potrafi przyswoić wiedzę, ale nieliczni robią z niej narzędzie do realizacji własnych celów. Od pozyskania wiedzy do mistrzostwa w działaniu droga daleka, dlatego jeśli chcesz wziąć życie w swoje ręce i wycisnąć je jak cytrynę, to doskonalenie się w efektywności osobistej powinno stać się Twoją drugą naturą. Często sama zadaję sobie pytanie: jak mogłam coś zrobić inaczej: lepiej, szybciej, mądrzej? Czy to napewno był najlepszy sposób? Nie robię tego, by rozpamiętywać przeszłość, lub by się biczować, lecz by wyciągnąć wnioski i uczyć się, nie tyle na własnych błędach, co od samej siebie. Metod i technik jak zarządzać sobą w czasie z łatwością nauczysz się z książek, kursów i szkoleń, ale mistrzostwo w swoim życiu osiągniesz tylko poprzez codzienne kalibrowanie swoich działań. Zauważaj i poprawaj, zauważaj i poprawiaj – codziennie.

Ty nadajesz kształt

Patrz na swoje życie jak Mistrz Bonsai na swoje drzewa. Twoje życie jest twoim dziełem. Nie sprawisz oczywiście, by na jodle wyrosły liście, ani nie przedłużysz raz uciętej gałęzi, ale mimo to, efekt jaki uzyskasz w największym stopniu zależy właśnie od ciebie. Od twojej wizji, wiedzy, umiejętności i konsekwencji. Twoje życie, podobnie jak drzewo, poddaje sie formowaniu. To prawda, że nie masz wpływu na to, gdzie się urodziłeś, w jakiej wierze cię wychowano, jaki spadek w postaci genów i pieniędzy zostawili ci twoi przodkowie, ani to, czy włosy masz rude, czy blond. Nie wszystko w swoim życiu możesz wykreować i wielu sytuacjom nie zdołasz zapobiec, ale nie jest też tak, że życie ci się przydarza. Przychodzi w życiu człowieka taki moment, czasem tuż po osiągnięciu pełnoletności, a czasem na starość, gdy zdaje on sobie sprawę, że ma wpływ na własne życie. Naprawdę ma wpływ. To trudna prawda, bo oznacza wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje życie. Za swoje działania, zaniechania, za swoje wybory. Nawet za swoje reakcje na to, czym go to życie doświadcza. Nawet wtedy, gdy te doświadczenia są trudne. Jednak, gdy raz weźmiesz życie w swoje ręce, nikomu nie zechcesz go oddać. Bo wraz z odpowiedzialnością przychodzi siła, sprawczość i poczucie wpływu. Wiedząc, że masz wybór, wybieraj świadomie. Wybieraj każdego dnia. W świecie, w którym najcenniejszą walutą jest czas, zrób wszystko, aby go nie trwonić, ale wykorzystać na 100%. Warto od czasu do czasu na chwilę przystanąć, spojrzeć na czas, który za nami i czas, na który wciąż mamy nadzieję i odważnie zapytać samego siebie, czy własnie o takie życie mi chodziło?

„Kiedy skupienie rośnie – energia płynie” (Tony Robbins)

Kiedy Mistrz Bonsai, chce pobudzić koronę drzewa do wzrostu – redukuje korzenie. Gdy chce uformować je w konkretnym stylu – obcina wszystkie gałęzie, które nie pasują do jego koncepcji. Dlaczego?  Bo niepotrzebnie zużywają cenną energię drzewa. Podobnie jest z tobą. Za wszystko, co robisz w swoim życiu, płacisz nie tylko pieniędzmi, ale przede wszystkim czasem i energią. O ile te pierwsze można pomnożyć, to czasu i energii raz wydanej, nikt ci nie zwróci. Dlatego świadomie przydzielaj swój czas ludziom i sprawom. Z precyzją lasera, obierz kierunek w swoim życiu i odetnij wszystko, co rozprasza twoją energię, a nie przybliża do celu.  Kiedy nie masz czasu – redukuj, kiedy nie masz energii – upraszczaj. Zobaczysz jak szybko pojawią się efekty i jak sprawczy się poczujesz. Jasność kierunku daje odwagę nie tylko w dążeniu do celu, ale również w opieraniu się pokusom i zapędom innych ludzi. Im starsza jestem, tym częściej dochodzę do wniosku, że w życiu nie chodzi o to, żeby robić więcej i szybciej, ale o to, żeby robić to, co ma znaczenie. Co dodaje wartości, wnosi jakość, miłość i piękno do naszego bycia. A ponieważ mamy czas na życie ograniczony, to paradoksalnie właśnie rezygnowanie jest nam niezbędne do rozwoju.

Bonsai – sztuka nieskończona.

Nigdy nie można powiedzieć, że Bonsai jest skończone. Tak długo jak drzewo żyje, tak długo podlega przeobrażeniom pod wypływem pór roku i czasu. Tak samo człowiek, który zmienia się pod wpływem życiowych doświadczeń – dojrzewa, rozkwita i przemija. Mam nadzieję, że ten artykuł będzie dla ciebie inspiracją, by spojrzeć na swoje życie oczami Mistrza Bonsai, który zgodnie ze swoją wizją, ale i w odpowiedzi na warunki zewnętrzne stara się stworzyć zachwycające dzieło.

Po czym poznasz, że marnujesz czas w pracy?

Po czym poznasz, że marnujesz czas w pracy?

Jesteś zajęty przez cały dzień, a mimo to masz wrażenie, że nic nie zrobiłeś? Zaczynasz mnóstwo nowych projektów, ale niewiele z nich tak naprawdę kończysz? A może znów zostałeś pominięty przy awansie i frustrujesz się, że nikt nie dostrzega Twojej ciężkiej pracy?

Niezależnie od tego, czym się zajmujesz i w jakiej branży działasz, istnieje jeden uniwersalny czynnik, który może zadecydować o tym, jak szybko i czy w ogóle odniesiesz zawodowy sukces.

Tym czynnikiem jest twoja produktywność.

Sprawdź, co stoi na drodze do Twojego zawodowego sukcesu!

Zawsze jesteś online

Zacznijmy od samego początku. Jaka jest pierwsza czynność, którą robisz po przyjściu do pracy? Kawa się nie liczy :) Założę się, że zaglądasz do skrzynki mailowej i sprawdzasz, czy wpadło jakieś nowe zadanie. Mam rację? To przecież oczywiste, powiesz, twoim obowiązkiem jest przecież sprawdzać pocztę i reagować na wpadające zadania. Hmm, jeśli pracujesz na infolinii, trudno mi się będzie z Tobą nie zgodzić, ale jeśli jesteś specjalistą i pracujesz projektowo, to odpowiedź brzmi: nie!

Nie jest twoim obowiązkiem reagować na wszystko, co wpada do twojej skrzynki w czasie rzeczywistym. Nie pracujesz na czacie, czy helpdesku. Nic się nie stanie jeśli odpowiesz na maila za dwie godziny. Wierz mi, jeśli coś nie może poczekać dwie godziny, prędzej dowiesz się o tym przez telefon lub osobistą rozmowę niż z maila.

Twoim prawdziwym obowiązkiem jest stać na straży własnych priorytetów, aby terminowo i na najwyższym poziomie dostarczać zadania, do realizacji których Cię zatrudniono. Twoja efektywność nie ucierpi, jeśli będziesz sprawdzał pocztę 3-4 razy dziennie, zamiast co 5 minut, ale zdecydowanie przysłuży Ci się praca offline nad kluczowymi projektami.

Zapewnij sobie 30- lub 60-minutowy blok czasowy z samego rana, aby popracować nad kluczowym projektem. Zanim wpadniesz w wir tzw. bieżączki i priorytetów innych ludzi, zadbaj o swoje cele. Wyłącz pocztę, internet, wycisz telefon, zamknij się w gabinecie lub sali konferencyjnej i zanurz się w zadaniu. Niezależnie od dalszego scenariusza tego dnia, będziesz mieć pewność, że kluczowe projekty, są na właściwych torach.

Nie znasz swoich priorytetów

No dobrze ale skąd mam wiedzieć, na czym powiniem się koncetrować? Jest tyle pilnych rzeczy do zrobienia, spotkań, ciągle ktoś czegoś ode mnie chce, no i jeszcze ta cała papierologia. Co robić, jak żyć?

Po pierwsze, musisz mieć jasność, co jest w zakresie Twoich obowiązków, a co w nim nie jest. Jakie są cele firmy, w której pracujesz i jaki jest twój udział w realizacji tych celów. Czyli innymi słowy, za co ci płacą i z czego cię rozliczą za miesiąc, kwartał, czy rok. Powinno to być oczywiste, ale nie jest. Bez tego będziesz błądzić po omacku próbując zadowolić przełożonego, bez żadnej gwarancji sukcesu. Dlatego jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, umów sie na szczerą rozmowę ze swoim szefem. Jeśli będziesz mieć jasność, czego od Ciebie oczekuje, będziesz w stanie samodzielnie zarządzać swoją bieżącą pracą, a nawet przekraczać oczekiwania.

Po drugie, skoncetruj sie na zadaniach, które tylko ty możesz wykonać. Jeśli część zadań możesz delegować lub zlecić ich realizację podwykonawcy – zrób to. Zwolnisz własne zasoby i włożysz więcej czasu i energii w zadania, które mają większe przełożenie na twój zawodowy sukces.

Po trzecie zajmuj się zadaniami, które mają najwyższy stosunek pilności do ważności. Odradzam stosowanie sztywnych zasad jak FIFO (First In First Out), pierwsze zadanie, które wpłynęło jest realizowane jako pierwsze, czy LIFO (Last in Last Out) – ostatnie weszło, pierwsze wychodzi, ponieważ żadna z tych zasach nie uwzględnia twoich priorytetów. Można tak zaprogramować robota, ale nie człowieka. Kieruj sie tym, co ważne, ale bierz też pod uwagę jak bardzo jest to pilne. Możesz dobrać sobie skalę pilności i ważności i przemnożyć jedno przez drugie, jeśli chcesz by ten system był odrobinę mniej subiektywny. Prawda jest jednak taka, że to ty musisz wiedzieć najlepiej, które zadanie ma pierwszeństwo przed innymi. Ponieważ tylko ty wiesz, ile czasu zajmie jego realizacja, jakich zasobów potrzebujesz, jaka jest ich dostępność i wreszcie, jakie jakie jest ryzyko, że coś pójdzie nie tak, co określi bufor czasowy potrzebny do tego zadania.

Nie masz planu

Kiedyś usłyszałam pewne stwierdzenie, które zawsze przychodzi mi do głowy, gdy myślę o planowaniu pracy: „Jeśli idziesz rąbać drewno, nie żałuj czasu, by naostrzyć siekierę”. To takie logiczne! Ale ile razy zabieramy się za działanie bez żadnego planu? Gdy masz przed sobą ważny projekt, poświęć czas, aby dobrze go przemyśleć i zaplanować właściwą kolejność działań, rozdzielić obowiązki i ustalić harmonogram. Jak mówi Brian Tracy, minuta planowania oszczędza 10 minut pracy. Ja na co dzień, zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym, korzystam z systemu planowania tygodniowego, który działa jak kompas i wskazuje najważniejsze zadania do zrobienia w danym tygodniu. Na początku każdego tygodnia przeglądam swoje cele oraz aktualne statusy kluczowych projektów i świadomie decyduję, co zrobię w nadchodzącym tygodniu, aby posunąć je naprzód. Nie określam dokładnej daty. Patrzę na tydzień jak na odcinek czasu, w którym każdy moment wykonania tego zadania będzie odpowiedni. Dzięki temu mam pewność, że w każdym tygodniu zrobię kolejny, ważny krok w kierunku swoich zawodowych celów, a jednocześnie zapewniam sobie luz decyzyjny, by mieć przestrzeń na sprawy niezapowiedziane, ale ważne i pilne. Planowanie tygodniowe jest wspaniałym narzędziem, które pomoże Ci odzyskać równowagę nie tylko w życiu zawodowym, ale przede wszystkim prywantym. Jeśli potrzebujesz zmiany, zainteresuj się kursem Planowanie Tygodniowe.

Rozpaczliwie potrzebujesz systemu

Co robisz, gdy do twojej skrzynki wpada mail z zadaniem? Wykonujesz je od razu, wpisujesz do kalendarza, na listę zadań do zrobienia, czy może wielokrotnie do niego wracasz nie mogąc podjąć decyzji co z nim zrobić? A co ze starszymi zadaniami?

Niech zgadnę, nadal są w twojej skrzynce odbiorczej? :) Jeśli uśmiechasz się teraz i w duchu krzyczysz „cholera, zgadłaś!” to potrzebujesz dobrego systemu i to natychmiast!

Ustaliliśmy już, że przegląd skrzynki robimy 3-4 razy dziennie, a nie co 5 minut, ale jak dokładnie powinien wyglądać taki przegląd?

Moja ulubiona metoda nazywa się GTD (Getting Things Done) i została stworzona przez Davida Allena. Opracował on prosty schemat postępowania, który możesz pobrać na swój komputer i powiesić w widocznym miejscu, by posiłkować się nim zanim wejdzie Ci w krew. Zgodnie z metodologią GTD, gdy otwierasz maila i zapoznajesz się z jego treścią w pierwszej kolejności odpowiadasz na pytanie:

  • Co to jest? Zadanie, informacja, a może śmieć?
  • Drugie pytanie brzmi: Czy coś trzeba z tym zrobić? Zasadniczo dopuszczalne są dwie odpowiedzi: tak lub nie :) Jeśli „nie”: wyrzucasz maila do kosza, archiwizujesz, lub umieszczasz w folderze kiedyś/może, który jak mawia Allen jest „parkingiem dla projektów”, o których nie chcesz o zapomnieć. Jeśli odpowiedziałeś „tak”, określ jakie jest dokładnie pierwsze, najbliższe działanie. Z mojego ponad 5-letniego doświadczenia w pracy z tą metodą wynika, że jest to najbardziej nefralgiczny czynnik. Różnica pomiędzy źle, a dobrze sformułowanym zadaniem, jest taka jak pomiędzy „rozliczyć budżet”, a „wygenerować raport zapłaconych faktur”. Określamy pojedyncze zadanie, będące precyzyjną informacją, co konkretnie mamy zrobić.

Jeśli zadanie jest na tyle małe, że zajmie nie więcej niż 2 minuty, robimy je od ręki. Jeśli wymaga dłuższej chwili, odkładamy je na później wpisując albo do kalendarza (jeśli musi zostać wykonane w konkretnym terminie), albo na listę następnych zadań do zrobienia w najbliższym możliwym momencie. Jeśli do realizacji danego zdania, wymagane jest więcej niż jedno działanie nazwywamy to w GTD projektem i trzymamy dodatkowo na liście projektów.

Ważne! Każdy mail otwierasz tylko raz! Koniec z ciągłym wracaniem do maili i traceniem czasu na powtórne wchodzenie w temat. W skrzynce odbiorczej mają prawo znajdować się tylko nieotwarte maile.

Uff, chyba krócej nie da się przedstawić tej metody :) Jeśli chcesz zgłębić szczegóły kliknij tu, napisałam na ten temat serię 3 postów.

Rozpraszasz się

Wszyscy wiemy, jak trudno jest wejść w stan pełnej koncentracji, a jeszcze trudniej w nim wytrwać przez 30- 40- czy 60 minut. Nie ułatwiasz sobie tego zadania, jeśli przez cały dzień masz włączony internet, bombardują Cię powiadomienia o nowych lajkach, tweetach, telegramach, czy smsach. Jeśli chcesz pracować efektywnie – usuń rozpraszacze. Wyłącz powiadomienia, wycisz prywatny telefon, wyloguj się ze wszystkich miejsc, w których wsiąkasz na długi czas i wyłącz opcję pamiętania haseł. Im trudniej będzie Ci dostać się do tych miejsc, tym rzadziej będziesz to robić. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli masz czas na na media społecznościowe i prywatę, to masz więcej czasu na realizację swoich obowiązków niż potrzebujesz. Oznacza to, że możesz zainwestować pozostały czas w swój przyszły awans. Jak? Pokaż, że nie tylko doskonale zarządzasz sobą i swoją pracą, ale stać Cię na dużo więcej. Wyjdź z inicjatywą. Zgłoś się do nowego projektu lub przedstaw własny pomysł, który pomoże firmie jeszcze lepiej realizować jej cele. Nie licz na to, że jedynie dobrze wykonując swoją pracę, ktoś cię dostrzeże i awansuje. To nie jest nagroda, którą firma przyzna ci za wysługę lat. Ty i tylko ty jesteś odpowiedzialny, za pokazane szefowi, że twoje kompetencje oraz postawa przekraczają obecne stanowisko. Pamiętaj, najpierw pracujesz więcej niż Ci za to płacą, aby później dostawać więcej, niż wynika to z Twojej pracy. Kariera się sama nie zrobi, dlatego zamiast siedzieć na Fejsbuku zakasaj rękawy i zawalcz o swój sukces! Pamiętaj nie to, ile pracujesz, ale jak mądrze pracujesz określi twój zawodowy sukces.

Kaizen, czyli jak zacząć realizować wielkie cele.

Kaizen, czyli jak zacząć realizować wielkie cele.

Na pewno znasz to uczucie paraliżującego leku, gdy stoisz przed ważnym egzaminem,  przeprowadzką, zmianą pracy, zrzuceniem 20 kilogramów, czy napisaniem książki. Od samego myślenia czujesz ścisk w żołądku, pustkę w głowie. Nie wiesz od czego zacząć, jak się za to zabrać. Przygniata cię ogrom pracy, którą trzeba włożyć. Oczyma wyobraźni widzisz już tę drogę przez mękę, liczysz czas jaki zajmie. Te wszystkie nieprzespane noce, te poświęcone przyjemności i po co to wszystko? Żeby być magistrem? Mieć zdrowe, szczupłe ciało? Zrobić karierę? Więcej zarabiać? No po co ci to? Lepiej już nic nie zmieniajmy.

Tak właśnie mówi do ciebie twoje ciało migdałowate, mała niepozorna część mózgu w kształcie migdałka, zawsze wtedy, gdy stoisz w obliczu wyzwania. Oczywiście bywa przydatna, zwłaszcza, gdy ktoś cię zaatakuje w ciemnej bramie, lub spróbuje rozjechać na pasach. Wówczas odcina wszystkie zbędne funkcje organizmu i dba tylko o to, aby zabrać twoje ciało jak najdalej od niebezpieczeństwa. Walczyć czy uciekać? To jedyne pytanie, które je interesuje. Trzeba przyznać, że w czasach, gdy człowiek zamieszkiwał jaskinie miało ono bardziej strategiczne znaczenie. Dziś jednak częściej staje nam na drodze do celu niż pomaga. Jest jednak sposób, aby oszukać ciało migdałowate. Sposób (r)ewolucyjny. Genialny w swej prostocie. Nazywa się Kaizen.

Filozofia Kaizen wyraża się w prostej sentencji autorstwa Lao Cy „Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od jednego kroku”. Kiedy mamy przed sobą duże zadanie lub ambitny cel, często nie wiemy od czego zacząć, bo o ile cel jest jasny, to droga do niego mglista. Kaizen mówi: nie skupiaj się na szczycie góry, który jest odległy i nie sposób dojrzeć wszystkiego, co cię czeka po drodze. Skup się na postawieniu pierwszego kroku w jej kierunku, a gdy już go zrobisz, całą uwagę skup na tym, aby postawić kolejny. Głupota powiesz, ile czasu to zajmie? Cóż, pewnie sporo, ale w przeciwieństwie do skoku na głęboką wodę ma większe szanse na sukces.

Jednym ze sposobów zapoczątkowania procesu zmian jest zadawanie sobie małych pytań.

Hipokamp – część mózgu odpowiadająca za pamięć, kojarzenie i wyodrębnianie informacji z kontekstu, lubi wszystko co ciekawe, niedokończone, zagadkowe, dlatego jeśli chcesz ujarzmić lęk i uaktywnić kreatywne myślenie zadawaj sobie małe pytania. Jaką jedną rzecz mógłbym dziś zrobić, gdyby moja kondycja fizyczna była dla mnie ważna? Co bym zrobił dziś inaczej, gdybym chciał być bardziej efektywny? Co mógłbym robić przez 5 minut dziennie, aby rozwijać się w obszarze zawodowym? Pytania tego kalibru nie obudzą ciała migdałowatego, nie spowodują poczucia lęku ani paraliżu, za to uwolnią kreatywne myślenie. Robert Maurer autor książki „Filozofia Kaizen” proponuje prosty eksperyment. Gdybym zapytała cię dziś jakiego koloru był samochód zaparkowany obok twojego najprawdopodobniej nie wiedziałbyś, ale gdybym pytała cię o to przez kilka dni z rzędu, wówczas zacząłbyś zwracać na to uwagę. Twój mózg dostałby jasny sygnał, że to przydatna informacja i warto znać odpowiedź. Tak samo dzieje się ze wszystkimi pytaniami, które sobie zadajesz. Im częściej zadajesz sobie właściwe pytania, tym więcej odpowiedzi podsyła ci twój mózg.

Po małych pytaniach czas na małe myśli.

Kiedy jeszcze nie stać cię na działanie, ale zaczynasz myśleć i zadawać sobie pytania przygotowujące do zmiany możesz zrobić coś jeszcze. Rzeźbienie umysłu to technika wykorzystywana m.in. przez sportowców, którzy w okresach kontuzji, pozbawieni możliwości wykonywania fizycznych ćwiczeń, odtwarzają w myślach swoje treningi w najdrobniejszych szczegółach. Ian Robertson w swojej książce Mind Sculpture stawia tezę, że nasz mózg nie odróżnia faktycznej czynności fizycznej od tej tylko wyobrażanej wysyłając do mięśni dokładnie takie same sygnały. Wystarczy, że tylko wyobrazimy sobie jak zatapiamy zęby w soczystej cytrynie, jak jej kwaśny sok rozlewa się w naszych ustach, a nozdrza wypełnia jej intensywny zapach. Co się wówczas dzieje? Nasze ślinianki szaleją! Choć w pobliżu nie ma ani jednej cytryny! A gdy z kolei wyobrazimy sobie szczególnie romantyczne chwile w towarzystwie wyjątkowo pociągającej nas osoby to…, no sami wiecie co się wtedy z wami dzieje ;) Najwyraźniej nasze myśli powodują fizyczne reakcje, a skoro działa to w przypadku treningu, cytryny i randki to najpewniej działa zawsze. Dlatego zanim podejmiesz działanie, najpierw je sobie wyobrażaj. Wyobraź sobie jak ćwiczysz, płynnie mówisz po angielsku, jeździsz samochodem, zajadasz surowizną. Ba! Jeszcze jak ci ona smakuje! Kontynuuj ćwiczenie kilka sekund dziennie, przez miesiąc zanim podejmiesz właściwe działanie. Dlaczego? Dzięki takiemu przygotowaniu masz większe szansę wytrwać w rzeczywistym działaniu, ponieważ będziesz już do niego w pewnym sensie przyzwyczajony.

Małe pytania i małe myśli prowadzą do małych działań.

Załóżmy, że rzucasz palenie, jak myślisz, prościej jest powiedzieć sobie „od dziś nie palę” i do końca życia dotrzymywać słowa, czy stopniowo ograniczyć palenie i odzwyczaić się od nikotyny, której organizm po latach palenia po prostu żąda? Nie mówię, że to nie jest możliwe, znam kilka osób, które w ten sposób rzuciły palenie i do dziś nie palą (z moim osobistym tatą na czele). Chcę ci jedynie powiedzieć, że jeśli próbowałeś już takiego rozwiązania i nie zadziało dla ciebie to spróbuj innego, nawet jeśli dziś wydaje ci się absurdalne. Jutro zapal jednego papierosa mniej, tylko jednego. Dasz radę? A jeśli chcesz w końcu zacząć czytać książkę tygodniowo, to poczytaj dziś przez 3 minuty. Tylko 3 minuty, nie więcej. Lepiej jest czytać przez 3 minuty niż nie czytać przez godzinę :) Jakim niby cudem mam zrobić z tego nawyk? Właśnie tak, robiąc małe rzeczy każdego dnia i wydłużając je, jak tylko poczujesz się z nimi wygodnie i zapomnisz przestać. Pamiętaj „nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu – czas i tak upłynie” (Earl Nightingale) Różnica polega jednak na tym, że jeśli dziś zaczniesz, to prędzej czy później dotrzesz do celu, a jeśli nie, to nie wydarzy się zupełnie nic.

Jak znaleźć czas na rozwój osobisty?

Jak znaleźć czas na rozwój osobisty?

W idealnym świecie czytanie książek, słuchanie audiobooków, udział w szkoleniach i członkostwo w organizacjach rozwoju osobistego byłoby naszym udziałem każdego dnia. Co jednak zrobić, gdy nie mamy dodatkowych kilku godzin tygodniowo? Jak znaleźć czas, gdy czujemy potrzebę rozwoju, ale nie potrafimy się zorganizować, by wreszcie zrobić coś w tym kierunku? Poniżej znajdziesz kilka wskazówek, jak wpleść rozwój do swojego życia.

Łącz czynności

Jeśli nie możesz przeznaczyć dodatkowego czasu na rozwój osobisty, wykorzystaj ten, który już masz. Zasada jest prosta, jeśli jedna czynność nie wymaga intelektualnego zaanagażowania łącz ją z czynnością, dzięki której się rozwijasz. Prasowanie, robienie zakupów, dojazdy do pracy, spacery, czy malowanie paznokci spokojnie można połączyć ze słuchaniem podcastów, czy audiobooków, a czasem nawet webinarów. Często polecam tę formę nauki ponieważ idealnie pasuje do dzisiejszych czasów. W dobie smartphonów i wifi, wiedzę mamy już nawet nie na wyciągnięcie ręki, ale dosłownie w ręce. Dokładając do tego słuchawki, możesz niemal wszędzie wejść do swojej „wirtualnej sali szkoleniowej”. Taką formę nauki możesz też łączyć ze sportem czy zwykłym spacerem z psem. Ruch dodatkowo powoduje, że myśli nam się lepiej, więc korzyści mogą cię zaskoczyć. Wiele świetnych pomysłów wpadło mi do głowy podczas wieczornych spacerów z podcastem „na uszach”. Takie podwójne wykorzystanie czasu pozwala na systematyczny rozwój, bez specjalnych wyrzeczeń. Dlatego znajdź temat, który cię interesuje lub umiejętność, którą chcesz rozwinąć, poszukaj w Internecie rekomendowanych autorów, ściągnij na telefon aplikację do słuchania podcastów (ja korzystam z Podcast Addict) i do dzieła!

Wykorzystuj luki czasowe

Czasami zdarzają się nieprzewidziane luki czasowe, takie jak opóźniony lot, kolejka do lekarza, korek. Nie mamy wpływu na pojawianie się ich w naszym życiu, ale mamy wpływ na to jak je wykorzystamy. Oczywiście możemy się frustrować i nerwowo zerkać na zegarek, ale możemy też potraktować zaistniałą sytuację jako okazję do odwiedzenia naszej wirtualnej sali szkoleniowej. Zawsze warto jest mieć pod ręką kilka zgranych plików audio do przesłuchania, parę zapisanych artykułów, magazyn, książkę w wersji mini lub Kindle’a. Kiedy ostatnio utknęłam na lotnisku na ponad 5 godzin, myślicie, że narzekałam? Skąd! Tyle wolnego czasu bez maili i telefonów, w sam raz na podcast i rozwijanie swojego biznesu, w dodatku dobra okazja, żeby zrobić o tym krótki wpis dla was.

Rezygnuj, deleguj, automatyzuj

Jeśli myślisz poważnie o własnym rozwoju i chcesz wygospodarować czas, aby móc się skupić tylko i wyłącznie na nim, to musisz podjąć kilka strategicznych decyzji. Zastanów się z czego możesz zrezygnować. Możesz np. zredukować liczbę oglądanych seriali lub meczów, a nawet całkowicie zrezygnować z telewizji (ja nie posiadam telewizora i nie żałuję ;) Możesz też ograniczyć buszowanie po internecie, sklepach, pubach – gdziekolwiek spędzasz bezproduktywnie zbyt wiele czasu.

Kolejnym sposobem na zrobienie trochę wolnego miejsca w kalendarzu jest delegowanie. Jeśli masz rodzinę, możliwości dzielenia się obowiązkami jest wiele, jeśli natomiast żyjesz w pojedynkę, możesz „kupić” sobie trochę czasu, płacąc np. za sprzątanie. Ostatnio odkryłam aplikację Tidyup, w której możemy zamówić usługę sprzątania, prasowania, mycia okien w dogodnym dla nas terminie. Zawsze znasz z góry ostateczną cenę, wiesz kto do Ciebie przyjedzie, a za wszystko zapłacisz on-line. To samo dotyczy pracy zawodowej. Jeśli prowadzisz swój biznes, co zwykle nie zamyka się w godzinach 9:00-17:00, zastanów się jakie usługi możesz zlecić na zewnątrz i zatrudnij kogoś do pomocy, tak szybko jak tylko będzie cię na to stać. Cytując słowa profesora Janusza Filipiaka, założyciela i prezesa firmy COMARCH „Pieniądze można pomnożyć, czasu nie. Dlatego w przydzielaniu swojego czasu rzeczom i sprawom należy być skąpym.”

Poszukaj też pola do automatyzacji. Idealnym przykładem czynności, którą można bez żalu zautomatyzować są zakupy. Jeśli robisz je kilka razy w tygodniu, spędzasz między sklepowymi półkami, w kolejkach i na dojazdach ok. 2-3 godzin. Niektóre supermarkety (np. Alma, Tesco) oferują możliwość złożenia zamówienia przez internet i dowóz zakupów do domu. Za usługę zapłacisz kilka złotych, a zaoszczędzisz czas i pieniądze. Nie spędzisz czasu w kolejce, nie kupisz więcej niż zamierzałeś i nie będziesz musiał dźwigać zakupów. Jeśli zapiszesz swoją listę następnym razem, modyfikacja jej zajmie ci dosłownie chwilę. Zaoszczędzony w ten sposób czas, możesz przeznaczyć np. na kurs językowy, czytanie książek, czy udział w spotkaniach z tematyki rozwoju osobistego.

Wstawaj wcześniej

Jeśli nie możesz z niczego zrezygnować, zautomatyzować, ani zdelegować to po prostu wstawaj wcześniej. Wierz mi nie jestem skowronkiem, nawet takim farbowanym, nie znoszę wcześnie wstawać. Ale gdy dwa lata temu mieszkając jeszcze w Gdańsku podjęłam decyzję o rozpoczęciu studiów w warszawskiej SGH co drugi weekend wstawałam o 4 rano, by o 9 być w stolicy na zajęciach. A od kiedy rozwijam swoją działalność on-line, codziennie wstaję kilka godzin wcześniej, żeby przed pracą zrobić najbardziej kluczowe zadania. Nie dla wszystkich będzie to łatwe, ale jeśli to jedyna możliwość to moim zdaniem warto.

Zapisz się

Świetnym, choć dość radykalnym sposobem na wygospodarowanie czasu na rozwój osobisty jest po prostu zapisanie się na szkolenie, spotkanie, studia podyplomowe, czy kurs on-line. Kiedy klamka zapadnie i wykonasz przelew będziesz musiał znaleźć czas :) Niezbadaną tajemnicą jest fakt, że im więcej mamy zajęć, tym więcej robimy. Główną podejrzaną o te czary jest organizacja. Gdy mamy dużo zajęć musimy wznieść się na wyżyny własnej produktywności i w bardziej przemyślany sposób zarządzać sobą w czasie i oczekiwaniami innych ludzi względem nas. Zwykle wiąże się to również z koniecznością dokonywania niełatwych wyborów, ale jeśli naprawdę musimy – znajdziemy czas. Tak więc jeśli prosta motywacja „chcę się rozwijać” nie mobilizuje cię do działania i ciągle tłumaczysz się przed sobą brakiem czasu poszukaj wydarzenia, w którym chciałbyś wziąć udział i wiele nie myśląc po prostu się zapisz. Wiele organizacji przygotowuje cykliczne, często nieodpłatne spotkania dla osób zainteresowanych rozwijaniem swoich umiejętności – korzystaj z tego!

Im dłużej myślę o tym jak znaleźć czas na rozwój osobisty, tym bardziej  jestem przekonana, że tak naprawdę nie o czas tutaj chodzi. Chodzi o motywację. Ponieważ jeśli bardzo czegoś chcesz – znajdziesz czas, ale jeśli twoje pragnienie nie jest tak silne jak pragnienie snu, rozrywki, czy odpoczynku – z pewnością znajdziesz sobie jakąś wymówkę.

5 błędów, przez które nie osiągasz swoich celów

5 błędów, przez które nie osiągasz swoich celów

Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego tak wielu ludzi nie realizuje swoich celów. Deklarują, że chcieliby coś zmienić w swoim życiu: znaleźć lepszą pracę, schudnąć, założyć własną firmę, ale nie udaje im się. Z jakiegoś powodu, ich cele pozostają jedynie mrzonkami. Zauważyłam, że istnieje przynajmniej 5 podstawowych błędów, przez które ludzie nie realizują swoich celów. Przekonaj się, czy popełniasz któryś z nich.

Czy żyjesz swoim celem, czy masz wiele celów?

Jeśli chcesz z sukcesem realizować swoje cele nie możesz traktować ich jak listu do Świętego Mikołaja. Zapisać, schować do szuflady i czekać na cud. Cel, który sobie obierasz to twój kompan na najbliższy miesiąc, rok, 5 lat, w zależności jak długiego czasu wymaga jego realizacja. Wizualizuj sobie swój cel, myśl o nim, uwzględniaj go planując dzień, ponieważ tylko cel, którym żyjesz na co dzień masz szansę zrealizować. Zrób mu miejsce w swoimi życiu – w domu, kalendarzu i umyśle. Spójrz realnie na swoje zasoby czasu i energii, swoje zobowiązania życiowe związane z pracą zawodową i życiem rodzinnym. Ile czasu jesteś w stanie poświęcić każdego dnia dla realizacji swoich celów? Zdarza się, że planujemy za dużo, tworząc np. listę 10 celów na każdy miesiąc. Kiedy nie realizujemy ich, rodzi się w nas poczucie porażki i kształtuje przekonanie, że jesteśmy nieefektywni. Tymczasem doba niezmiennie ma tylko 24 godziny i choćbyśmy bardzo się starali nie zrobimy wszystkiego. Kluczem do stawiania realnych celów jest rzetelna analiza zasobów potrzebnych do realizacji celu i zestawienie ich z własnymi możliwościami. Jeśli chcesz mieć szczęśliwe i udane małżeństwo, potrzebujesz spędzać jakościowy czas ze swoim partnerem, być z nim, a nie tylko przebywać w jego towarzystwie, musisz mieć czas na randki, niespodzianki, bycie dla tej osoby, gdy cię potrzebuje. Jeśli chcesz, by twoje dzieci wspominały swoje dzieciństwo jako czas beztroski i zabawy, potrzebujesz otoczyć je miłością, mieć czas na wspólną, kreatywną zabawę, eksperymentowanie, małe przygody. Jeśli marzysz o zdrowym, smukłym ciele, potrzebujesz czas na regularne treningi, przemyślane posiłki i relaks. Słowem, musisz się naprawdę zaangażować, a to kosztuje wiele czasu i jeszcze więcej energii. Z tego względu polecam skupić się na 1, maksymalnie 2 celach na raz i po osiągnięciu pierwszego, zabrać się za realizowanie kolejnych. Dzięki temu wzrośnie prawdopodobieństwo ich osiągnięcia, a co za tym idzie poczucie sprawczości, które buduje pewność siebie.

Jak dokładnie brzmi twój cel?

Czy jest jeszcze ktoś, kto nie wie, że cel powinien być S.M.A.R.T, a nawet S.M.A.R.T.E.R?

  • Konkretny (Specific) – inaczej jednoznaczny, bez pola na domysły i interpretację
  • Mierzalny (Measurable) – istnieją mierniki, które mogą określić stopień realizacji celu takie jak waga, kwota, liczba 
  • Ambitny(Ambitious) – ambitny, ale…
  • Realistyczny (Realistic) – …możliwy do osiągnięcia, jeśli zaczniesz działać
  • Określony w czasie (Time-bond) – ma określoną datę realizacji
  • Ekscytujący (Exciting) – cel jest dla ciebie bardzo pociągający
  • Zapisany (Recorded)jest nie tylko w twojej głowie, ale również na papierze

No dobrze, a ilu z nas faktycznie tak formułuje swoje cele? Różnica między wiedzieć a stosować, jest mniej więcej taka jak znać przepis na ciasto a je upiec. Zwróć uwagę, czy sformułowałeś swój cel w sposób pozytywny (np. „jem tylko zdrowe posiłki” zamiast „nie będę jeść słodyczy”). Spróbuj też zapisać go w trybie dokonanym. Mała rzecz, która czyni wielką różnicę. Zamiast „chcę”, „zrobię”, albo „skończyć”, „uzyskać” użyj formy dokonanej: „jestem”, „mam”, „zrobiłem”, „ukończyłem”, „kupiłem” itd. (Np. Jest 1 luty 2018 r., właśnie ukończyłem studia podyplomowe z zarządzania projektami na SGH). Nasz umysł nie znosi rozbieżności pomiędzy naszymi myślami, a stanem faktycznym, więc dąży do zniwelowania tej różnicy.  Zapisując cele tak, jakby już były rzeczywistością, zmobilizujesz swój umysł do zintensyfikowanej pracy. Niejako „zaprogramujesz” go, by wyłapywał z otoczenia pomysły, informacje i ludzi, którzy pomogą ci w zmaterializowaniu twoich myśli. To trochę tak jak z nowym samochodem. Gdy tylko zdecydujesz się na   konkretny model nagle wszyscy zaczynają nim jeździć ;). Przyjrzyj się zatem swoim celom i upewnij się, że zawierają wszystkie powyższe elementy. Jeśli o którymś zapomniałeś, przemodeluj swój cel i zaprzęgnij swoją podświadomość do pracy.

Czy wiesz, jakich zasobów wymaga twój cel?

Kiedy zaczynasz poważnie myśleć o jakimś celu, niezależnie od tego, czy jest to przeprowadzka, własny biznes, ślub, czy dziecko, musisz zadać sobie pytanie, jakich zasobów wymaga ten cel? Innymi słowy ile czasu, pieniędzy i energii pochłonie jego realizacja? Jakie umiejętności musisz posiadać, jakich ludzi zgromadzić wokół siebie? Czy masz teraz te wszystkie zasoby? A jeśli nie, jak możesz je zdobyć? Jednym z moich długofalowych celów jest prowadzenie szkoleń i stworzenie kursu on-line. Czy miałam wszystkie potrzebne zasoby, aby osiągnąć swój cel? Cóż z wykształcenia jestem prawnikiem, więc musiałam się odpowiednio przygotować do tej nowej roli. Przez 3 lata uczyłam się wystąpień publicznych w klubie Toastmasters i pracy z głosem, znalazłam mentora oraz spisywałam wszystkie dobre praktyki związane z efektywnością osobistą tak, aby w przyszłości powstał na ich podstawie skuteczny program szkoleń. Testowałam swoje sposoby na znajomych, obserwowałam ich wyniki, optymalizowałam i poprawiałam. Teraz przyszedł czas na naukę marketingu on-line od budowy strony internetowej po wysyłkę mailingu.  Aby osiągnąć swój cel codziennie czytam artykuły lub słucham podcastów związanych z tym tematem. Chłonę wiedzę, wdrażam ją w życie, obserwuję rezultaty i optymalizuję. I tak w kółko :) Chcę ci przez to powiedzieć, że nawet jeśli teraz nie masz zasobów, aby zacząć realizować swój cel, nie oznacza to, że masz siedzieć z założonymi rękami. Zacznij od zgromadzenia zasobów, które będą ci potrzebne w drodze na szczyt. Jeśli twoje marzenie, twój cel jest silny, nie poddawaj się i pamiętaj „nigdy nie rezygnuj z celu, tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu – czas i tak upłynie.” (Earl Nightingale)

Czy jesteś gotów zapłacić cenę za swój cel?

Jeśli patrzysz na osobę, która dzisiaj odnosi sukces, czy to w sporcie, biznesie, czy w pracy zawodowej, to możesz przyjąć za pewnik, że stoi za tym przynajmniej kilka lat wytężonej pracy. Sukces to tylko szczyt góry lodowej. Gdybyśmy mogli zajrzeć pod taflę wody dostrzeglibyśmy, że gdy większość ludzi smacznie śpi, oni już trenują, a gdy znajomi wyjeżdżają na weekend za miasto, oni w tym czasie pokonują setki kilometrów, by uczestniczyć w szkoleniu. Gdy inni spędzają wieczory oglądając „Taniec z gwiazdami” oni uczą się języków, budują własny biznes, chodzą na spotkania networkingowe, czytają, biegają, rozwijają swoje pasje. Niestety patrząc na sam efekt nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego dostrzec. To dlatego widząc jak triumfują, myślimy sobie jakie to oni mają szczęście, talent, bogatych rodziców i tysiące innych powodów, dzięki którym odnoszą sukcesy, a my jeszcze nie wystartowaliśmy. Każdy cel wymaga inwestycji w postaci czasu, pracy, energii i nierzadko pieniędzy. Jeden mniejszej, drugi większej, ale żaden nie jest za darmo. Czasem będziesz musiał zrezygnować ze snu, zagranicznych wakacji, nowszego samochodu, wolnych weekendów i wieczorów na kanapie. Dlatego najważniejsze pytanie jakie musisz sobie zadać brzmi, czy jesteś świadomy ceny, jaką przyjdzie ci zapłacić za osiągnięcie swojego celu? Jesteś pewien?

Jakie jest twoje „dlaczego”?

Skoro osiąganie celów to codzienna, konsekwentna praca wymagająca wyrzeczeń, dlaczego w ogóle ktoś miałby chcieć je realizować? No właśnie, dlaczego? Jakie jest twoje „dlaczego”? Z jakiego powodu chcesz osiągnąć swój cel? Co takiego zmieni się w twoim życiu, gdy już go osiągniesz? Jak będziesz się wtedy czuł? Twoje powody są tu kluczowe, ponieważ za każdym razem, kiedy będziesz chciał się poddać, zrezygnować, wybrać łatwe, przyjemne życie tu i teraz zamiast lepszego jutra, one pomogą ci znaleźć w sobie siłę, by wytrwać. Przypomną ci o nagrodzie jaka czeka na ciebie na szczycie. Nagrodzie wartej wszystkich trudów wspinaczki, zmęczenia i  wyrzeczeń. To twoja motywacja w najczystszej postaci, dlatego zapisując swój cel, zapisz też swoje „dlaczego”. Niech każdego dnia przypomina ci o tym, z jakiego powodu tego pragniesz. Zwróć uwagę z jakiego źródła wypływa owo pragnienie. Czy napewno jesteś nim ty? Czy może chcesz realizować czyjąś wizję ciebie? Twojej rodziny, społeczeństwa, mediów? Nie trać czasu próbując spełnić cudze marzenia, ponieważ ty będziesz tym, który zapłaci rachunek.

Czy osiąganie celów jest łatwe? Zdecydowanie nie. Ale cel, który każdego dnia rozbudza w nas motywację do działania, dodaje życiu sensu i nawet, gdy mamy pod górę, wiemy, że warto iść dalej. Dlatego już dziś sformułuj swój cel, znajdź swoje „dlaczego”, przeanalizuj zasoby i z pełnym przekonaniem płać cenę za swoje marzenia. Trzymaj w głowie wizję siebie zdobywającego swój cel. Nie narzekaj. Pamiętaj, że idziesz na szczyt.