×
Żeby mi się chciało

Żeby mi się chciało

“Żeby mi się chciało, tak jak mi się nie chce”

To chyba najczęściej używane powiedzenie, które można usłyszeć na biurowych korytarzach w poniedziałkowe poranki. 

Może nawet już je dziś słyszałeś?

Sama nie wiem, czy więcej w tym stwierdzeniu rozmarzenia nad tym, jakby to było pięknie, gdybym zrealizował te wszystkie cele, które chodzą mi po głowie, czy też więcej uciemiężenia, mającego odzwierciedlić, w jak głębokim, energetycznym dole znajduje się obecnie cytujący.

Pytanie jest jednak inne.

Skąd w ogóle pomysł, że zawsze musi Ci się chcieć?

Mózg jest z natury leniwy.

Jeśli ma wybór, prędzej wybierze przyjemność i wygodę, zamiast wysiłku i dyskomfortu.

To, że natura podpowiada nam taki wybór, nie oznacza, że zawsze należy jej słuchać.

Zastanówmy się przez chwilę, co dla naszego mózgu oznacza „efektywnie”.

Efektywnie to tak, aby zużyć jak najmniej energii. Kropka.

Zwróć uwagę, że umysł zawsze dąży do optymalizacji i ogranicza wydatki energetyczne, gdzie się tylko da.

To dlatego każdą powtarzającą się czynność próbuje zamienić w nawyk. I to niezależnie od tego, czy jest to czynność wpierająca, czy też nie.

My jednak efektywność pojmujemy inaczej i mierzymy ją, nie tylko w ilości wydatkowanej energii, ale również w efektach na jakie ją zamieniamy.

Wiedząc o tych naturalnych odruchach musisz użyć swojej siły woli, aby działać pomimo.

Nieskromnie przyznam, że doszłam już w tym niemal do perfekcji, a to dlatego, że od ponad roku równolegle pracuję na pełen etat i prowadzę własną działalność gospodarczą.

Nie będę Was oszukiwać. 

Rozwijanie własnego biznesu „po godzinach” oznacza, że prawie zawsze Ci się nie chce.

Znajdzie się wielu, którzy nawet przyklasną, że przecież „ma prawo się nie chcieć” w końcu masz za sobą cały dzień pracy.

Zastanówmy się jednak, co by się wydarzyło, gdybym działała tylko wtedy, gdy mi się chce?

Cóż, najpewniej nie nagrałabym dwóch kursów online, nie prowadziła szkoleń, konsultacji, webinarów, nie pisałabym dla Ciebie co tydzień tych postów i nie nagrywała nowego podcastu (tak, tak premiera w sierpniu!!). 

Jedyny czas, kiedy mogę się w pełni skoncentrować na biznesie, wstać rano i stwierdzić: „chce mi się!” – jest w weekend. 

To trochę za mało.

Musiałam się więc nauczyć, jak przełamywać swoją niechęć do działania i działać pomimo.

Pomimo, że mi się nie chce.

Pomimo, że nie do końca wiem jak.

Pomimo, że się boję.

Mam wiele sprawdzonych sposobów, których używam, aby „przekonać” siebie do działania, dziś zdradzę Ci jeden z nich.

Nie znalazłam jeszcze nazwy dla tej metody, dlatego roboczo nazwijmy ją więc: „tylko jedna rzecz, tylko przez minutę”.

Kiedy na przykład mam do napisania kolejny rozdział książki, a weny ani widu ani słychu, to obiecuję sobie, że napiszę tylko pierwsze dwa zdania. Dwa zdania i koniec. I szczerze pozwalam sobie na to, że jeśli po tych dwóch zdaniach, wena się nie zjawi – to kończę. 

Ale tak się jakoś zawsze składa, że jak już zacznę, to napiszę całość. Nagle pojawia się energią, chęć dokończenia zadania i otrzymania nagrody, w postaci satysfakcji na samym końcu.

Co ważne, to działa równie dobrze w przypadku porządków (umyję tylko jedno okno, odkurzę tylko przedpokój itp.), ćwiczeń (tylko jedno kółko wokół jeziorka, tylko 5 basenów), czytania, przeglądu skrzynki mailowej, organizacji dokumentów, słowem – wszystkiego.

W większości przypadków jest to oczywiście jawne oszustwo mojego umysłu, ale o dziwo, prawie zawsze działa!

Tak więc spróbuj i daj znać, czy działa również u Ciebie 😉

Dobrego tygodnia!
Anita Kowalska

Nie musisz widzieć całej drogi, by dojść do celu.

Nie musisz widzieć całej drogi, by dojść do celu.

Często zastanawiam się co sprawia, że tak niewielu ludzi stawia sobie cele, a nawet jeśli już to zrobią, to ostatecznie nie decydują się ich realizować.

Z moich obserwacji wynika, że tym, co najczęściej ich powstrzymuje, jest myśl jak ogromnego wysiłku będzie wymagał ten cel, a ponieważ nie widzą całej drogi dojścia do niego myślą, że nie powinni w ogóle wyruszać.

To błąd.

Gdy koncentrujesz się na tym, jak długa i trudna będzie droga do Twojego celu, pojawia się lęk. 

Lęk przed nieznanym.

Odpowiedzialność za to ponosi obszar mózgu zwany ciałem migdałowatym, które w dużym uproszczeniu odpowiada za reakcję: walcz lub uciekaj. Jego rolą jest kontrolować sygnały docierające do mózgu, analizować je i w razie potrzeby uruchomić procesy obronne organizmu. 

Problem jednak polega na tym, że alarm może uruchomić nawet czynność, która nie stanowi realnego zagrożenia życia, jak na przykład wystąpienie przed publicznością lub kamerą.

Kiedy coś bardzo wykracza poza Twoją strefę komfortu, wiąże się z ryzykiem lub jest czymś nieznanym, powoduje reakcję emocjonalną taką jak na przykład stres, a ciało migdałowate daje sygnał do odwrotu.

W praktyce oznacza to, że zostajesz tam gdzie jesteś – gdzie jest ciepło, bezpiecznie i co najważniejsze znajomo.

Jest jednak sposób, aby przejść obok ciała migdałowatego na paluszkach nie budząc go.

Tym sposobem są małe kroki.

Postawić sobie za cel przeczytanie w rok 20 książek brzmi trudno.

Ale już codzienne czytanie przez 15 minut nie wywołuje takiej myśli.

Znajdą się jednak tacy, którzy stwierdzą, że przez 15 minut czytać nie warto.

Cóż.

Moim zdaniem lepiej jest czytać przez kwadrans, niż nie czytać przez godzinę.

W ten sposób można przeczytać w rok ponad 20 książek i zrealizować powyższy cel.

Dlatego zamiast skupiać się na całej drodze, zastanów się od czego zacząć. 

Jakie jest pierwsze 10 kroków? 

Który z nich jest najmniejszy, najłatwiejszy, który mogę zrobić choćby zaraz?

Tyle na początek wystarczy.

I tak nigdy nie będziesz widział całej drogi.

Jakim cudem miałbyś ją znać, skoro robisz coś pierwszy raz w życiu?

Gdy jedziesz w ciemnościach samochodem, światła oświetlają Ci drogę na jakieś 100 metrów. Jednak mając do dyspozycji tylko te światła jesteś w stanie przejechać z Gdańska do Krakowa, bez żadnego problemu, mimo tego, że jest to ponad 500 kilometrów.

Tak samo jest Twoim celem.

Będziesz się uczył w trakcie.

Zdobędziesz doświadczenie w trakcie.

Nabierzesz odwagi w trakcie.

Najważniejsze jest to, żeby wiedzieć od czego zacząć.

I zacząć.

#ZacznijOdDzisiaj

Dobrego tygodnia!
Anita Kowalska

To co ważne, rzadko bywa pilne.

To co ważne, rzadko bywa pilne.

„To co ważne, rzadko bywa pilne, a to co pilne, rzadko bywa ważne.” /Dwight Eisenhower, 34. Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki/

Jeśli chodzi o podejście do realizowania zadań, to ludzi można zasadniczo podzielić na dwie grupy. Tych, którzy mobilizują się do działania wtedy, gdy coś jest pilne i tych, którzy koncentrują się na zadaniach, które są przede wszystkim ważne.

Z moich obserwacji wynika, że pierwsza grupa jest zdecydowanie liczniejsza. 

Dlaczego?

Mam kilka hipotez.

Po pierwsze, łatwo jest dać się złapać w pułapkę pilności. 

Uznajemy, że skoro coś jest pilne, to automatycznie oznacza, że musi być to coś ważnego. I czasem rzeczywiście jest. Czasami faktycznie zdarzają się nagłe i pilne sytuacje, których nie sposób przewidzieć. Jednak przeważnie zadania STAJĄ się pilne. A to oznacza, że kiedyś nie były. Że po drodze coś poszło nie tak, coś zaniedbaliśmy. Większości tzw. „pożarów” moglibyśmy uniknąć, gdybyśmy tylko poświęcili czas na planowanie, przygotowanie, dokształcanie, przewidywanie i organizowanie. 

Po drugie, pilne zadania głośniej krzyczą.

Większość ludzi w pierwszej kolejności zrobi to zadanie, które „za nim chodzi”, to które głośniej domaga się jego uwagi, to które ma krótszy termin. Są skłonni porzucić to, co aktualnie robią i zacząć realizować inne zadania, tylko dlatego, że ktoś do nich zadzwonił, ponaglił lub w jakikolwiek inny sposób wywarł presję. W takich sytuacjach rzadko pojawia się pytanie: Czy to jest naprawdę ważne i dla kogo. A szkoda, bo pozwala ono spojrzeć na sprawę obiektywnie i uświadomić sobie, czy przypadkiem nie realizujesz zadań, które owszem są pilne i ważne, ale nie dla Ciebie. Jeśli chcesz rozwiązywać cudze problemy lub realizować cudze marzenia, niech to będzie Twoja świadoma decyzja, podjęta w zgodzie z Tobą, a nie kosztem Ciebie.

Po trzecie, łatwo jest pomyśleć, że nic się nie stanie jak dziś tego nie zrobię.

I to jest w zasadzie prawda. Nic się nie stanie jeśli dziś nie poczytasz, nie poćwiczysz, nie porozmawiasz z przyjaciółką, czy partnerem, nie pobawisz się z dzieckiem.

Nie zrobi żadnej różnicy, czy to KONKRETNIE DZIŚ zaczniesz organizować wesele, które jest dopiero za rok, umówisz się na badania okresowe, czy zaplanujesz kolejne kroki w rozwoju swojego biznesu.

Tak samo jak jutro nie zobaczysz spektakularnych efektów swoich dzisiejszych działań, tak samo jutro nie odczujesz negatywnych konsekwencji swoich dzisiejszych zaniechań.

To daje złudzenie bezpieczeństwa i poczucie beztroski, żeby nie powiedzieć bezkarności ;)

Problem pojawia się wtedy, gdy odkładasz coś tak długo, aż w końcu staje się pilne, albo co gorsza, na działanie jest już za późno.

Powiedzenie „lepiej zapobiegać niż leczyć” ma też, jak widać, zastosowanie w obszarze efektywności osobistej.

Skupianie się na tym, co ważne, choćby nie było pilne, wymaga znajomości swoich wartości, ich hierarchii, jasnej wizji swojego życia, świadomości celu i silnego „dlaczego”, ale przede wszystkim wymaga PROAKTYWNOŚCI.

I to jest właśnie najtrudniejsze.

Nikt – prócz Ciebie samego – Cię z tych zadań nie rozliczy. Nikt nie będzie Ci o nich przypominał. I nikt nie będzie ich od Ciebie wymagał.

Jednocześnie jakość Twojego życia bezpośrednio zależy od tego, czy je zrobisz.

Zrób więc wszystko, aby jak najczęściej koncentrować się na tym, co ważne, nawet jeśli dziś nie jest i jeszcze długo nie będzie pilne.

Dobrego tygodnia!

Anita Kowalska

Najpierw dokąd, potem którędy.

Najpierw dokąd, potem którędy.

„Czy nie zechciałbyś mi powiedzieć, którędy mam teraz iść?

-To zależy w dużym stopniu od tego, gdzie chcesz dojść – odpowiedział Kot.

Właściwie to mi wszystko jedno – rzekła Alicja.

-W takim razie obojętne, którędy pójdziesz – odpowiedział Kot z Cheshire.”

/ Carroll Levis „Alicja w krainie czarów”/

Większość ludzi potrafi dostrzec logikę w tym sposobie rozumowania i zapewne zgodziłoby się z książkowym Kotem z Cheshire, że jeśli nie wiesz dokąd chcesz dojść, trudno o właściwą drogę.

Zastanów się jednak przez chwilę, czy jest to równie oczywiste w odniesieniu do Ciebie i do Twojej życiowej, czy też zawodowej ścieżki.

Spotykam wiele osób, które chcą być bardziej efektywne, pracować szybciej, robić więcej, upchać w swój kalendarz jeszcze więcej zadań, ale zapytane, o to, czy są pewne, że kierunek, które obrały jest właściwy, potrzebują chwili do namysłu.

Często powtarzam, że w życiu można zajść bardzo daleko, tylko czasem okazuje się, że zupełnie nie o ten kierunek nam chodziło. 

Zwykle o naszej drodze życiowej, decydujemy w momencie, gdy o życiu jeszcze niewiele wiemy.

Mając 19 lat musimy zdecydować na jakie studia pójść i czy w ogóle. Otoczenie doradza, by wybrać tzw. zawód przyszłości, coś co da pewny, stały dochód, a najlepiej pracę na pełen etat od 8 do 16.

Ciężko jest jednak wybrać dobrą drogę w życiu, kiedy przy wyborze patrzymy na zewnątrz, a nie do środka.

Kiedy na studiach, albo tuż po graduacji, próbujemy znaleźć pracę, najpierw szukamy jakiejkolwiek. Tylko po to, aby się gdzieś zaczepić, zdobyć doświadczenie, a dopiero później rozejrzeć się za tą wymarzoną.

Moja praktyka pokazuje jednak, że o ile rzadko wykonujemy zawód wyuczony, to już praca, w której spędzimy pierwsze lata swojego zawodowego życia, często determinuje naszą dalszą zawodową przyszłość. Wiążemy się z branżą, czy konkretnym działem,  zwykle nieświadomie, na długie lata, a czasem na zawsze.

Gdzieś pomiędzy rzadko pada pytanie, czy to właściwa droga? Czy lubię tę branżę, tą konkretną pracę, czy wykorzystuję w niej swoje talenty?

O talenty zresztą nikt nie pytał. Wielu z nas nigdy się nie zastanawiało, do czego zostałem powołany. 

Powołany to może być ksiądz, a nie ja. 

Ja tymczasem wierzę, że każdy z nas jest powołany do odkrycia swoich mocnych stron i wykorzystania ich w pracy zawodowej, aby móc się spełniać służąc innym.

Jeśli jednak te górnolotne słowa do Ciebie nie przemawiają, to może przemówi fakt, że w pracy spędzamy prawie 1/3 życia (nie licząc nadgodzin ;)), a to oznacza, że więcej czasu spędzamy z kolegami z pracy, niż z własną rodziną.

W tym kontekście warto się zastanowić, czy to, co teraz robię mnie satysfakcjonuje? Czy chcę to robić do emerytury?

Jeśli nie, zacznij szukać nowego pomysłu na siebie.

Dla odmiany, tym razem zacznij od odpowiedzi na 3 poniższe pytania:

  1. W czym już teraz jestem dobry? Jakie są moje mocne strony i talenty?
  2. Co lubię robić? Kiedy zatracam się w działaniu do tego stopnia, że nie czuję upływu czasu, głodu, ani zmęczenia?
  3. Jakie problemy potrafię rozwiązać, w spełnieniu jakich marzeń mogę pomóc, za co ludzie będą chcieli mi zapłacić?

Pewnie będzie to wymagało odwagi, otwartości na zmiany, inwestycji w nowe kompetencje i przede wszystkim czasu, ale jeśli akurat o czas chodzi to powtórzę za Earlem Nightingalem:

„Nigdy nie rezygnuj z celu, tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu 

– czas i tak upłynie.”

Ja z zawodu jestem prawnikiem. Mam też za sobą okres pracy na stanowisku managerskim w branży ubezpieczeniowej, przekwalifikowanie oraz lata pracy w międzynarodowej korporacji. 

Przez długi czas moim zawodowym celem było zostać prezesem w wielkiej firmie. 

Dlaczego? 

Bo nie można zajść wyżej… 🤦‍♀

To była najgłupsza motywacja świata, ale byłam to gotowa przyznać dopiero po latach. Dziś taka motywacja jest mi obca.

Co zatem było punktem zwrotnym?

Kilka lat temu pojawił się na mojej drodze mentor – Maciej Stępa – który pokazał mi zupełnie inną drogę. Drogę, która tak idealnie łączyła wszystkie moje talenty, z tym co lubię robić i czego potrzebują ludzie, że zdecydowałam się zawrócić. Do dziś czuję podekscytowanie, gdy myślę o tym dniu.

Decyzja nie przyszła ani łatwo, ani szybko, ale w końcu zapadła. 

I nie, nie jest łatwo, ale na pewno warto. Wciąż jestem w procesie zmiany i budowania własnej firmy, ale pierwszy raz w życiu motywuje mnie nie to, aby dojść na szczyt, ale żeby iść tą drogą każdego dnia.

Jeśli dziś możesz stwierdzić, że wiesz dokąd zmierzasz i czujesz, że to właściwa droga, to z serca Ci gratuluję. Teraz skup się na tym, aby działać efektywnie. 

Jeśli jednak Twoja odpowiedź brzmi nie, to zacznij myśleć i działać w kierunku zmiany – warto <3

Dobrego tygodnia!

Anita Kowalska

PREZENT DLA CIEBIE

Pobierz Planer Tygodniowy i poukładaj swoje życie

Skoncentrujesz się na celu

Zadbasz o swoje kluczowe obszary

Nie zboczysz z obranego kursu

Zaplanujesz czas na odnowę w 4 obszarach

W życiu liczą się tylko chwile?

W życiu liczą się tylko chwile?

Czy potrafisz przywołać w pamięci, co dokładnie robiłeś 23 września 2018 roku? 

O ile nie brałeś wtedy ślubu, nie urodziło Ci się dziecko, albo nie jest to dzień Twoich urodzin, lub też nie zdarzyło się wówczas nic innego, co byłoby mocno zabarwione emocjonalnie – pozytywnie albo negatywnie – najprawdopodobniej w ogóle tego dnia nie pamiętasz.

Nie pamiętasz co robiłeś, jadłeś, oglądałeś, z kim się spotkałeś, a nawet tego, czy to był dobry dzień, czy nie.

Prawda jest taka, że w ogóle niewiele pamiętamy z naszego życia.

Można więc zadać sobie pytanie:

„Po co mam się tak bardzo spinać i starać, aby efektywnie wykorzystać czas każdego dnia, skoro i tak większości z tego nie będę pamiętać?”

Może trzeba powtórzyć za Ryszardem Riedlem – legendarnym liderem Dżemu, że w życiu piękne są tylko chwile i spuścić zasłonę rutyny na kolejne zwykłe dni?

Cóż, pewne jest to, że cokolwiek zdecydujesz się zrobić, czy postanowisz dać dziś z siebie wszystko, czy też pójdziesz po linii najmniejszego oporu, za miesiąc, czy rok i tak nie będziesz pamiętać tego dnia. Zapomnisz komfort i zapomnisz wysiłek. 

Czy to jednak oznacza, że nie ma znaczenia jak dzisiaj wykorzystasz swój czas?

O nie! 

Ma. I to fundamentalne.

Jest nawet takie powiedzenie, jeśli chcesz wiedzieć o czym myślałeś i co robiłeś rok temu, spójrz na swoje dzisiejsze rezultaty.

Co dziś zbierasz?

Czy podoba Ci się to, co zbierasz?

A jeśli nie, to wiedz, że przyczyna nie leży w genach, szczęściu, czy okolicznościach, ale w tym, co robiłeś przez ostatni rok. W tym, co wypełniało te tak zwane szare dni. 

To one w sumie, złożyły się na to, kim dzisiaj jesteś, na to, co masz, na to jacy ludzie Cię otaczają. Wreszcie na to, jak wiele pięknych chwil jesteś w stanie wykreować w swoim życiu.

Jeśli przez ostatni rok znajdowałeś czas na pielęgnowanie relacji, rozwój osobisty, budowanie swojego biznesu, wychowywanie dzieci, edukację, dbanie o kondycję fizyczną – to dziś zbierasz. 

Ten rok jest tu oczywiście umowny. Pokazuje jednak, że to, co zasiałeś, dziś urosło w Twoim życiu.

Mam więc dwie wiadomości – jedną dobrą, drugą złą.

Zła jest taka, że nie możesz zmienić owoców tego, co zasiałeś w przeszłości.

A dobra jest taka, że od dziś możesz siać inaczej.

Jeśli chcesz w przyszłości zobaczyć inne rezultaty – zmień działania.

Albert Einstein powiedział kiedyś „Szaleństwem jest oczekiwać innych rezultatów, robiąc ciągle to samo”

Zacznij od dziś.

Dziś ma znaczenie.

Dobrego tygodnia!

Anita Kowalska

PREZENT DLA CIEBIE

Pobierz Planer Tygodniowy i poukładaj swoje życie

Skoncentrujesz się na celu

Zadbasz o swoje kluczowe obszary

Nie zboczysz z obranego kursu

Zaplanujesz czas na odnowę w 4 obszarach

Marzyć trzeba dokładnie

Marzyć trzeba dokładnie

Marzyć trzeba dokładnieWisława Szymborska

Odkąd pamiętam mój tata zawsze powtarzał, że trzeba marzyć. Nieważne jak absurdalną wizję roztaczałam przed nim będąc dzieckiem, a potem nastolatką, zawsze słyszałam to zdanie: „Tak jest! Trzeba mieć marzenia!” 

Nie wiem, czy to za sprawą tych właśnie słów, czy też z uwagi na to, że jestem zodiakalną rybą, ale przez całe swoje życie marzę. Marzę regularnie, z rozmysłem i z rozmachem! ;)

Kiedyś marzyłam o studiach jednych, drugich, trzecich. O dobrej pracy, awansie. Później o przeprowadzce do Warszawy, o egzotycznych wakacjach, własnej firmie. Teraz marzę o wyprawie na Islandię i obserwowaniu zorzy polarnej oraz nauce nurkowania. Większość z tych marzeń z czasem zamieniałam w cel, a cel w działanie, bo gdzieś pod skórą zawsze czułam, że tak jak powtarza mój mentor Jakub B. Bączek: „Marzenia się nie spełniają – marzenia się spełnia”.

Jako nałogowy marzyciel z ponad 30 letnim stażem, zawsze trudno mi było pojąć jak można w ogóle nie marzyć. Ale dopiero, gdy zostałam tutorem w AKADEMIA PRZYSZŁOŚCI i w podaniach dzieci, zamiast ich najskrytszych pragnień, widziałam systemowy opis – „Dziecko nie ma marzeń” – dotarło do mnie, że marzenia przeżywają kryzys.

Jeśli już kilkuletnie dzieci o niczym nie marzą, to co dopiero dorośli? A może dzieci nie mają marzeń, właśnie dlatego, że nie widzą, aby mieli je ich rodzice?

Marzenia napędzają, dodają energii, poczucia sensu i sprawczości. A każde spełnione marzenie to swoisty katalizator. Jeśli raz uwierzysz, że możesz coś wymarzyć i osiągnąć, to nabierasz odwagi, aby robić to na coraz większą skalę.

Nie wystarczy jednak mieć mglistą wizję, jak ma wyglądać nasze życie. Nie chodzi o odpowiedź w stylu „mogę chcieć” – mogę chcieć być bogaty, mieć dom z basenem i sportowe auto w garażu.

Jak miała podobno w zwyczaju mawiać Wisława Szymborska – „Marzyć trzeba dokładnie”. 

Jednym z najbardziej inspirujących ćwiczeń jakie znam jest zrobienie swego rodzaju mapy marzeń. 

Może któregoś wieczora, zamiast przeglądać social media i obserwować życie innych, warto byłoby się zastanowić jak ma wyglądać to moje i poszukać inspiracji?

Może warto byłoby odpowiedzieć sobie w końcu na te – jednocześnie -proste i trudne pytania:

Jak chcę, aby wygadało moje życie❓

Z kim chcę je spędzać❓

Kim chcę się stać❓

Co chcę przeżyć❓

Co chcę mieć❓

A następnie zebrać w jednym miejscu wszystkie zdjęcia, które – w Tobie tylko wiadomy sposób – odzwierciedlają odpowiedzi na te pytania. Wszak wszyscy wiemy, że obraz wyraża więcej niż 1000 słów. Czasem trudno nam opisać, czego dokładnie pragniemy, ale wystarczy rzut oka na obraz, aby poczuć emocje i zyskać jasność. 

Nawet jeśli nigdy tych zdjęć nie wydrukujesz i nie powiesisz w widocznym miejscu w domu, bo:

a. nie wierzysz w takie głupoty

b. nie masz 5 lat, aby się bawić w wycinanki

c. wstydzisz się pokazać swoje marzenia nawet najbliższym

To i tak ich poszukaj!

Możesz je sobie zapisać nawet w zaszyfrowanym folderze na komórce. Ważne, abyś mógł/a na nie od czasu do czasu zerknąć i poczuć przypływ energii do działania. 

Mapa to tylko forma. 

Treścią jest odnalezienie inspiracji i uchwycenie marzeń w ich możliwie najwyraźniejszej formie.

Dlatego Twoje zadanie domowe na ten tydzień to przynajmniej 30 minut zdrowego, niczym nieskrępowanego marzenia! 😉💪❤

Dobrego tygodnia!

Anita Kowalska